Za kołem podbiegunowym

Wyprawa czerwiec - lipiec 2007

Aneta i Aska

zdjecia

norwegia

10 lipiec 2009

Godzina 23.36, ostatnie dopakowywanie, wypakowywanie, zostawiamy pod opieką plan Warszawy i nadmiar płynu do wycieraczek, i do zobaczenia Warszawo za jakieś 16 dni. Przed nami długa droga na Nordkap. Jedyne 2476 km najkrótszą trasą wyliczoną przez Internet. Licznik ustawiamy na 0 i startujemy....

11 lipiec 2009

To był długi dzień, a raczej dwa dni licząc od piątku rano  Na początek, po jakiejś godzinie jazdy współpracy odmówiła lodówka turystyczna (sposób na nią odnaleziony został po jakiś 3 dniach). Zrekompensowałyśmy to sobie wspaniałym śniadankiem parę kilometrów przed granicą z Litwą – jajeczniczka na kiełbasce o jakiejś 4 rano. Od początku nam się w łepkach poprzestawiało – w końcu wakacje

lotwa Około 7 czuję, że zaczynają mi się oczy zamykać – szybkie szukanie miejsca postojowego, godzina spania i dalej w drogę. Chcemy zdążyć chociaż na ostatni prom z Tallina do Helsinek, który jest o 21:00. Jedziemy sobie spokojnie i nagle pada pytanie – „A w Finlandii to ten sam czas co u nas?” Ups, chwilę się zastanawiamy, Pilot sprawdza szybko w przewodniku i tam jest inny czas.... Zaraz kolejne pytanie jak to jest w Estonii..... No i się okazuje, że mamy o 1 godzinę mniej czasu na jazdę niż nam się wydawało.... Nie przeszkadza nam to jednak w zatrzymaniu się na drugie śniadanie, już na Łotwie. Na skraju lasu, kanapeczki na pieńku i na deser mega ilość jagód mniam :P

Na wjeździe do Tallina wita nas stojący między jezdniami na przyszłym pasie zieleni ichniejszy policjant – za mało fotogeniczne chyba w tym momencie byłyśmy, bo zdjęć nam nie robił, ale trzeba przyznać, że on to był fotogeniczny, fajne ciacho... mniam.... Trochę pokrążyłyśmy po porcie i w końcu trafiłyśmy na właściwy prom i to wcześniejszy, bo o 18:00. Po ustawieniu almi na promie okazało się, że sklep tymczasowy jest otwarty na poziomie ładowni i jeszcze zakupy donoszą do samochodu  Zostawiamy dopakowaną zakupami almi i idziemy na pokład – z zapasami ginu i cydru Zdjęcia Tallina z pokładu – trochę deszczowo jest i niedługo potem wypływamy, a za trzy godziny jesteśmy w Helsinkach. Ostatnie zjeżdżamy z promu, ale żeby nie było ciacho też się trafiło.... aż kierowcy dwa kółka do zjazdu się zrobiło... Leje.... Zostaje nam ostatni etap podróży przewidziany na dzisiaj – szukanie noclegu pod Lahti. Pierwszy nocleg to zazwyczaj cykorzenie – gdzie by tutaj jeżyka postawić i almi dać odpocząć.... W końcu ciemną nocą w strugach deszczu, ale bez komarów znajdujemy.

12 lipiec 2009

Stukot kropli o tropik nie nastraja, ale wychylamy nosy, żeby zobaczyć gdzie to my noc spędziłyśmy. I oto oczom pokazało się : Lahti Tak, nocleg pod skocznią z przepięknym widokiem na Lahti, gdyby nie chmury.... Śniadanko i w drogę – kierunek koło podbiegunowe u Mikołaja. Finlandię potraktowałyśmy tylko jako kraj tranzytowy – jeżeli coś po drodze będzie, to obejrzymy, ale z drogi nie zbaczamy – przynajmniej takie były założenia..... Droga prosta, po bokach lasy, jeziora, na razie żadnych zwierzaków – ani reniferów, ani łosiów, nuda Panie, nuda.....ześlij nam zwierza jakiego ... droga Przerwa w podróży na obejrzenie drewnianego kościółka w Petäjävesi i dalej w drogę.

Lekki zjazd w bok, żeby w Kukkoli pooglądać bystrza Kukkolankoski pooglądać na rzece i zaczynamy szukać noclegu. Trafiło nam się jeziorko, a na brzegu sauna  Kierowca z okazji skorzystał i nie wiele myśląc taplał się w wodzie przy zachodzącym słońcu około 23 z kawałkiem. Dopisek pilota.../ kierowcy komary pupencję złoiły..../ Tym razem do kolacji przygrywały komary, a typowa kolacja wyglądała jak na załączonym obrazku.sniadanko

I spanie do rana, naszego rana, nie tutejszego....

13 lipiec 2009

rovaniemi

Podekscytowane nieziemsko dwie ludzkie podróżniczki, dwie maskotki wiewiórki i almi przygotowały się do wizyty u Mikusia – w końcu jakieś 70 km tylko do Niego od jeziorka. Mikołaj wizyty towarzyskie przyjmował, ale ustąpiłyśmy miejsca wszystkim dzieciakom i poszłyśmy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia w strojach z Rovaniemi i na kole podbiegunowym: Jeszcze tylko pozdrowienia pisemne od Mikusia przekazałyśmy krewnym i znajomym i w dalszą drogę czas – Nordkapp czeka....

Jedziemy, jedziemy i nagle zawracamy i w las, bo tam stado reniferków. renifer Poganiałyśmy trochę po lesie, wróciłyśmy do almi i w drogę, a reniferki za nami. Jeden chciał się z almi i wiewiórkami również przywitać i przez okno do środka zaglądał. W dalszej drodze przystanek na cerkiew w Ivalo i odpoczynek połączony ze zwiedzaniem wąwozu i tak dotarłyśmy do granicy z Norwegią.

Przejechałyśmy mostem i dzień wydłużył nam się o godzinę. Dalsza droga doprowadziła nas do Tana Bru (innego ślicznego mostu, gdzie kierowcy odmówił współpracy aparat – tu przydał się w końcu pilot, ale tylko dlatego ze jego aparat nie miał focha i działał....:] (nie tylko wtedy się pilot przydał, a mój aparat po kolejnych 100 km przestał być obrażony) Dotarłyśmy nad fiordy norweskie no i oczywiście od dłuższego czasu przemierzałyśmy już płaskowyż o charakterze tundry. Podziwiałyśmy niezachodzące słońce o północy zachod , żeby w końcu znaleźć miejsce na nocleg koło wąwozu Silfar. Komary tam mocno zgłodniałe były, ale off-y jakoś sobie radziły.

14 lipiec 2009

Chyba skandynawska pogoda nie chce się z nami zbratać.... Mimo picia za jej zdrowie i dobry humorek, poranek wita nas chmurami i mżawką. Nie przeszkadza nam to zupełnie w pośniadankowym spacerku do wąwozu.

Wracamy, wsiadamy do almi i kierunek Nordkapp, gdzie docieramy około 14 po przejechaniu tunelem na wyspę Mageroy. Widoki są cudne – droga w chmurach, to i pilot nie wie gdzie przepaść..... Wjazd na Nordkapp jest płatny, a bramki o mało co nie staranowałyśmy, bo wyłoniła się nagle przed nami – widoczność parę metrów.... Z kolejnym przystojniakiem powymieniałyśmy uwagi na temat cudnej nordkappowej pogody

Parkujemy almi i idziemy zwiedzać rozległą okolicę, liczne zabudowania oraz przede wszystkim witamy się z trollem oraz próbujemy nordkappowych gofrów. nordkapp

Resztę dnia spędzamy na odpoczynku, zgrywaniu zdjęć, wrzucaniu ich na stronę i przede wszystkim oczekiwaniu na rozstąpienie się chmur... W końcu przylądek pozwala nam się obejrzeć, wstawiło w nas przekonanie, że o północy będzie okazja na piękne zdjęcia niezachodzącego słońca.... I tutaj pogoda zagrała z nami w szachy według swoich reguł – przegrałyśmy....

A almi po raz pierwszy posłużyła nam tej nocy w ciągu polarnego dnia jako camping-car – gotowanie i spanie w samochodzie...../dobrze że nas nie zwiało stamtąd/

15 lipiec 2009

W godzinach porannych pobudka, pogawędka z Holenderką z prawdziwego camping-cara – 40 lat wcześniej spali na przylądku w samochodzie dwuosobowym..... Czas na śniadanko, a następnie na zdjęcia na tle słynnego globusa – pilot silną osobą się okazał – udźwignął globus bez problemów globus

Teraz droga powrotna na południe nas wzywa, a może przy okazji uciekniemy chmurom.... Wyspa Mageroya podoba nam się tak bardzo, mimo chmur, że wybieramy się jeszcze na krótki spacer ze Skarsvag do Kirkeporte, mając nadzieję, że odsłoni się nam Nordkapp. Nadzieje płonne, ale w chmurach też wygląda całkiem, całkiem..... Widoki i tak lepsze niż dzień wcześniej – widzimy którędy droga biegnie, kierowca nie musi jechać na instynkt....a pilot nie musi cykorzyć Przejazd tunelem pod dnem morskim i wracamy na kontynent, żegnaj odległy północny kawałku, kiedyś tu pewnie wrócimy, może jak spotkani Holendrzy, za jakieś 40 lat.....

alta Obrałyśmy kierunek na największy kanion północy – Sautso-Alta. W informacji turystycznej otrzymałyśmy dokładne informacje. Parking, chwila wahania – dalej coś jechało, ale iść czy jechać. Idziemy, wracamy po przejściu 500 metrów, bo widać, że sporo samochodów tędy jeździ i droga nie jest mocno off-roadowa. Zanim ruszyłyśmy, do parkingu dotarła dwójka Belgów, którzy poinformowali nas, że spokojnie damy radę dojechać – uwaga tylko na błotko... Almi wyprawy w teren lubi to i błotko jej nie straszne, śmignęła jak rasowa wyprawówka 4x4  Kanion nam się spodobał, a komarom spodobałyśmy się my..... renifery W dali na północy kłęby chmur, a my słoneczko, reniferki i po powrocie do Alty - zwiedzanie miasteczka o północy, zdjęcia, słowem dzień polarny Panie, dzień polarny. Oby sobie doby nie przestawić i z 8 rano nie zrobić 20..... Nocleg na ichnim przystanku z choinką nad jeziorkiem z pomościkiem. I woda całkiem północna. Komary o 1 w nocy nawet śpią.

16 lipiec 2009

Droga piękna, długa przed nami – najdłuższa norweska droga E6 długości 2672 km i wiodąca z Kirkenes na granicy z Rosją do Svinesund na południowej granicy ze Szwecją. Czas na przerwę w podróży, szybki zakręt i jedziemy w stronę Oksfjord. Chciałyśmy na lodowiec popatrzeć, a wylądowałyśmy na miejscu postojowym z widokiem na morze. Aparaty w dłoń i tak dla odmiany od reniferów spotkanych na drodze porobimy pejzaże. Patrzymy po morzu raz, drugi i tam coś w wodzie pływa i przypływa w miarę blisko brzegu – północne delfiny  Drugie śniadanko, kawusia z termosika i w dalsze poszukiwania lodowca. Przed nami biegają reniferki – prowadzą nas. I tak lądujemy w miejscu z widokiem na lodowiec. lodowiec Kolejny etap podróży to wodospady Malselvfossen, gdzie docieramy wieczorem mijając po drodze różne inne wodospady. Kaskady słyną z tego, że na są tutaj długie „schody” dla łososi umożliwiające rybkom wędrówkę pod prąd. Jeden z takich stopni jest przeszklony i można sobie łososie pooglądać. Nocleg w okolicach Nordkjosbotn.

17 lipiec 2009

Docieramy do cywilizacji, urbanizacji czyli Tromso. Pod miasteczkiem jest tunel z rondami, które takie na nas wrażenie zrobiły, że aż zdjęć im nie zrobiłyśmy. Zachęcone opisem Norwegii w miniaturze pojechałyśmy na wyspę Senję – nie mamy na nia 2 dni, a pogoda zaczyna stroić fochy – jakieś chmury nam nasyła nisko ciągnące.... Na szczęście przychylnym okiem na nas spojrzała przy formacji skalnej zwanej „kłami diabła”. Senja trol W drodze powrotnej z wyspy zaglądamy jeszcze do osady trolli. Zaczyna padać i rezygnujemy z szukania miejsca dla jeżyka i decydujemy się na spanie w naszym camping-carze.....

18 lipiec 2009

Necia, Necia wstawaj, patrz..... rybka A tam Lofoty pokazują swoją twarz – trzeba szybko oglądać, bo chmury dookoła i nie wiadomo, kiedy zasłonią nam archipelag. Śniadanko i w drogę, pierwszy most (tego dnia), zostawiamy Vesteralen po prawej, pierwszy przystanek nad strumyczkiem i docieramy do Kabelvag. Gdzie zwiedzamy katedrę Lofotów oraz oglądamy zabudowania Lofotakvariet wraz z rorbuerami. Połączenia między wyspami są albo mostem, albo tunelem. Kolejnym przystankiem jest Henningsvaer, wioska rybacka nazywana Wenecją Lofotów, w której spotykamy dużo miejsc na suszone ryby – w sumie to juz po sezonie i suchych rybek prawie nie ma poza tymi wiszącymi przy wejściu do recepcji hotelu. Jedziemy dalej i napotykamy takie coś : Lofoty Niezłe pomysły mają

Nadchodzi czas na obiad – zatrzymujemy się na miejscu oznaczonym choinką, super wyłożonym drewnem, osłoniętym od wiatru, ale nie od widoków. Przylatują ptaki – pewnie też mają porę obiadową. Lofoty W kolejnym etapie zwiedzamy ruiny niemieckiej stacji radarowej z okresu II wojny światowej, podziwiamy ptaki i docieramy do Nusfjord, w którym właśnie odbywa się wesele. Na plaży w Ramberg kierowca odkrywa, że zdjęcia z 2 dni zaginęły – od Tromso do Nusfjordu.... Karta zostaje pieczołowicie schowana i będą próby odzysku po powrocie..... Nic to, jedziemy dalej do miejscowości A podziwiając widoki i namawiając chmury na nie zasłanianie nam szczytów – no przecież można płynąc po niebie na wysokości wyższej niż 200 metrów, a z takich 3000 świat na pewno jest piękniejszy. Kierowca tam bardzo prosi i marudzi, że Pilot dla świętego spokoju zgadza się jeszcze raz pojechać do Nusfjord i w ten sposób robione są z djęcia o północy. Szkoda tylko, że słońce za chmurami. Z powodu dużej wilgotności nie rozkładamy jeżyka i przesypiamy noc w camping-carze.

19 lipiec 2009

LofotyNiedziela, leniwy poranek, decyzja – śniadanie zjemy na kolejnej wyspie z widokiem na morze. Parę kilometrów i zasiadamy za stołem piknikowym. Przy niedzieli i pogoda stwierdza, że może to i pokaże nam te Lofoty – chmury wyżej, pojawia się słońce i oczywiście aparaty w rączkach naszych. Jedziemy, jedziemy, a tutaj almi wybiera sobie drogę boczną i dowozi nas nad cudną plażę – zdecydowanie piękniejszą od tej ponoć najpiękniejszej – jesteśmy w okolicy Utakleiv. Na plaży owieczki i muszelki, wybieramy się na spacer na cypel i podziwiamy kolory wody. Po powrocie kierowca stwierdza, że no przecież nie można tak za kołem podbiegunowym nie popływać w tak cudnych okolicznościach przyrody. Czynność ta zostaje udokumentowana na zdjęciach: Lofoty

Pilot pozostawiony w samotności zostaje zaatakowany przez owce.....

Lofoty Czas na obiad, czyli kierunek Svolaer i Sentrum Spiseri – podobno serwują stek z wieloryba.... Po przeszukaniu portu w końcu trafiamy na tę malutką restauracyjkę. Zasiadamy grzecznie przy stole i czekamy, czekamy, czekamy..... Podchodzi do nas Norweg, gość restauracji i zaczyna z nami rozmawiać – okazuje się, że pracują u niego Polacy z Mrągowa specjalizujący się w rzeźbieniu w drewnie, widać że pan jest pod wrażeniem ich możliwości. Pan przynosi nam menu z kontuaru i poleca.... rybie języczki. W pierwszej chwili nie dowierzam, że rozumiem co mówi, zerkam w kartę a tam po angielsku przy potrawie znajduje się - tongue. Decyduję się na to, a Pilot na stek z wieloryba – podzielimy się. Idę do baru zamówić wraz z kawą i herbatą. Pani do mnie – a jaką herbatę i zaczyna wyciągać różne kartonowe opakowania liptona... Wieloryba brak, czyli zostaje łosoś. Obie potrawy bardzo dobre. W między czasie rozmawiamy z drugim Norwegiem, którego żona jest Tajką i dzisiaj jedzie autobusem do Oslo.... Zobaczyć pełnię zdziwienia i niedowierzania na twarzy na wieść, że zwiedzamy same swoim samochodem i że przyjechałyśmy na Nordkapp przez Finlandię, a teraz jedziemy dalej na południe – bezcenne. Wesołe towarzystwo i bardzo przyjaźnie nastawione. Nadchodzi czas pożegnania, nas też wzywa droga. Drugi z Norwegów żegna nas uściskiem dłoni, a pierwszy życząc wielu wrażeń wyściskuje.

Narvik Do Narviku docieramy około 23, chcemy odnaleźć ślady polskie, czyli pomnik ku pamięci marynarzy z okretu Grom oraz tablicę poświęconą Polakom, którzy walczyli w bitwie o Narwik. Zwiedzanie miasta o 23 ma swoje uroki – można dokonywać pewnych manewrów bez obawy, jechać bardzo powoli nie bojąc się, że się zawadza, tylko dlaczego sklepy już pozamykane....

Jedziemy sobie, jedziemy spokojnie zwracając uwagę na drogę i ewentualnego zwierza. Nagle co to? A tutaj za rowem stoi łoś. Narwik Próby zrobienia zdjęć odchodzącego dostojnie zwierza i jedziemy dalej. Nagle pytanie pilota – a tam na łące to koń? A to klępa jest. Trochę daleko i trochę ciemnawo – chmur dużo na niebie. Jedziemy dalej i teraz spotykamy idącego w stronę drogi starszego łosia z ładnym porożem. Zatrzymujemy się trochę dalej i Kierowca nie zważając na wielkość łosia stara się mu zrobić zdjęcie z rozsądnej odległości. Łoś stoi jak wmurowany, a za nim dwa inne. W końcu przejeżdżający samochód go płoszy. Cała trójka zawraca skąd przyszła, czyli do lasu..... Szukając miejsca na nocleg dojeżdżamy do promu. Jest 1:10 w nocy, 10 minut temu prom odpłynął, następny o 5:00. Krótka narada i decyzja – prześpimy te 3 godziny, przeprawimy się promem i poszukamy miejsca do spania. Drugi samochód, który dobił przed chwilą też się na taką opcje decyduje.

20 lipiec 2009

Polowa Przeprawiamy się do Bognes i jedziemy w poszukiwaniu miejsca do spania, po jakiejś godzinie znajdujemy super miejsce postojowe (znana nam dobrze choinka) nad brzegiem rzeczki. Wjeżdżamy i parkujemy, naszym manewrom przypatruje się mocno zaniepokojony Pan z czarnej suzuki grand vitary. Po zaparkowaniu i otworzeniu drzwi słyszymy „dzień dobry”. Pan się nie był zaniepokojony o swój samochód, tylko pod wrażeniem spotkania krajanek (suzia na rejestracjach pruszkowskich) Też wracają z Nordkapp, tyle że byli tam dwa dni temu, a pogoda tam bez zmian od naszego wyjazdu, czyli ciągle nic nie widać poza chmurami.

Panowie odjeżdżają, a my zasypiamy i trwamy w tym stanie przez jakieś 2 godziny. Następnie śniadanko, oglądanie okolicy (sztuczne stopnie na strumieniu) i jedziemy dalej..... Po jakiś 80 km zjazd na przystanek i ożesz ty... nie w tą stronę jedziemy, za chwilę na końcu drogi wylądujemy. No nic, widoki były super to wracamy podziwiać je znowu (co to jest tych parę kilometrów więcej..... ).

losos Docieramy do połowy drogi E6, do Svinesund pozostało 1336 km. Ciekawe ile zrobimy my jadąc Drogą Trolli i zwiedzając Bergen..... Mijając różnego typu wodospady przemierzamy płaskowyż Saltfjellet i docieramy do koła podbiegunowego. Na sporym parkingu zauważamy samochody z rodzimą rejestracją. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i obieramy kierunek na Laksfossen zwiedzając po drodze Mosjoen (tym razem zwiedzanie z samochodu, czyli przejazd uliczkami miasteczka, niestety czas goni nas, czas goni nas...). W Laksfossen, niewielkim wodospadzie (17m) obserwujemy skaczące pod prąd łososie (znajdz takiego na zdjęciu :) ).

Norge Opuszczamy Nord Norge przez stylową bramę i jesteśmy już w krainie zachodzącego słońca i pierwszą ciemną noc zamierzamy przespać w namiocie. Trafiamy na jakiś postój, na którym spotykamy czarną suzuki pruszkowską. Jeżyka rozstawiamy poniżej miejsca postojowego w zakolu rzeki.

21 lipiec 2009

Biegacz Cel na dzisiaj – dojechać do Trondheim, a nocleg niedaleko Eidsvag (miejsce już znane Kierowcy). Podziwiając wodospady docieramy do Trondheim, w którym trochę zaiskrzyło – wynik niedospania i niedosłyszenia siebie nawzajem. Zwiedzamy każde sobie okolice katedry śledząc się wzajemnie.

Wyjeżdżamy z miasta obierając kierunek na drogę nr 65, przeprawiamy się promem i jedziemy w kierunku Surnadalsory. Jakieś tabliczki po drodze mówią coś o zamknięciu drogi nr 70, która jedziemy teraz. Wydaje nam się jednak, że to dotyczy odcinka, którym nie będziemy jechać. Mijamy kolejny znak i docieramy do znaku jednoznacznie mówiącego że koniec drogi. Zawracamy przypominając sobie, że wszystkie samochody skręcały wcześniej w prawo. Ciesząc się, że udaje nam się objechać ten zamknięty kawałek docieramy przed tunel, a tam czerwone światło i opuszczony szlaban.... dom Zawracamy, napotykamy autobus, jedziemy za nim i trafiamy do portu. Okazuje się, że jedyna droga do Sundalsory wiedzie stateczkiem, ale nie zabiera on samochodów. Prawdopodobnie ulewne deszcze podmyły okolice tuneli bądź nawet spowodowały obsunięcia.

Zawracamy i kierujemy się ku drodze nr E39 (którą nota bene mogłyśmy jechać od samego Trondheim... ). Przejeżdżamy 3 mosty, w tym jeden płatny i ponownie obieramy kierunek Eidsvag. Tym razem docieramy do celu, rozstawiamy jeżyka, pompujemy materac, rozpakowujemy się, robimy kolację i okazuje się, ze z materaca schodzi powietrze.... Jest taka sobie mała dziurka....

22 lipiec 2009

W nocy powietrze z materaca zeszło zupełnie, a przed nami długi dzień pełen wrażeń i niestety trzeba pamiętać, że nocą zapadają ciemności. Na początek oglądamy ślimaczki, potem stavkirke w Rodven, a następnie Andalsnes z jego kaplicą wielowyznaniową w wagonie kolejowym. Kupujemy po małej kawie wielkości zwykłego kubka i w drogę na Drogę Trolli i Drogę Orłów. Droga Trolli bawi się z nami w chowanego – to odsłoni wodospad, to schowa się go za chmurami. Docieramy na górę, łazimy po nowo zbudowanych punktach widokowych i wobec coraz piękniejszej widoczności decydujemy się na zjazd i jeszcze jeden podjazd. Pilot przez okno prawie z almi wychodził, tak zdjęcia robił... kaplica Droga Trolli Droga Trolli

Zjeżdżamy w dolinę kierując się przeprawy promowej. Na promie Kierowca reaguje tylko i wyłącznie, jeżeli woła się za nim – Wiewi  Po powrocie do samochodu okazuje się, że na promie przekrój przez Polskę – rejestracje gdańska, warszawska i krakowska. Aż do Geiranger jedziemy kolumną – dwa samochody i motor.

Wodospad 7 sióstr jak zawsze – przepiękny, no i Geirangerfjord również. Najpierw podziwiamy fiord z jednej strony, a potem z drugiej przemieściwszy się kilka kilometrów. Gairenger Gairenger Dzielna almi wjeżdża po raz drugi w swoim życiu na Dalsnibbę – szutrówki to jest to – i zaczynamy szukać lodowca. Dojeżdżamy do Briksdal, lodowiec w oddali, ale późno się już zrobiło i mocno wieje oraz zaczyna siąpić. Niestety rezygnujemy, nie tym razem dla nas lodowce..... Tym bardziej, że chcemy dotrzeć na rano do Bergen, a strumienie straszą, że drogę zaleją. Lodowiec

Docieramy do Lavik i czekamy na prom jakieś 40 minut. Właściwie jest już po północy, czyli 23 lipiec..... Miejsce na nocleg (znowu w campin-carze) znajdujemy na jakimś postoju w strugach deszczu.

23 lipiec 2009

Bergen Rano wcale nie jest lepiej – ledwo coś widać poprzez deszcz. Docieramy do Bergen, zostawiamy almi na parkingu i idziemy zwiedzać. Pogoda na razie pochmurna, ale może się przejaśni..... na targu rybnym zakupujemy rybkę dla nas na drugie śniadanko i do zawiezienia do domu łososia i wielorybka. Stare Bergen robi wrażenie - łazimy po nim sporo czasu. W końcu wracamy do almi, szukamy drogi wyjazdowej kręcąc się trochę po mieście. Drogą do Borgund Kierowca już jechał, więc wiemy, gdzie będzie postój na rybkę z tutejszym chlebkiem. Zjeżdżamy z drogi w stronę Naeroyfjord – Pilot zostaje, żeby porobić zdjęcia, a Kierowca wraz z almi jedzie przez wąski tunelem w kierunku końca fiordu. Wraca po jakiejś godzinie – warto było pojechać.

Bergen Kolejne miejsce zwiedzania to miejscowość Undredal wraz z malutkim stavkirke (bodaj najmniejszym o tej konstrukcji) Tego dnia łepki nas nie lubią i mocno to okazują, a my same nie wiemy czego chcemy – szybkiego przejazdu tunelem, czy drogę z widokami – i tak źle (tunel dwadzieścia parę kilometrów) i tak nie dobrze (widoki = dłuższa czasowo trasa). Kierowca decyduje – widoki...... Chyba warto było. Burgund jest miejscem mocno turystycznym, do którego docieramy po zamknięciu obsługi turystów, w związku z czym przez nikogo nie niepokojone oglądamy stavkirke dookoła wraz z przyległościami.

Następnie obieramy kierunek Oslo..... Miejsce na nocleg jest znane. Po dojechaniu okazało się, że po ostatnich kilkudniowych deszczach wszystko jest mocno nasiąknięte wodą i się wręcz ugina. Decydujemy się na zjazd z płaskowyżu i nocleg gdzieś w dolinie, pamiętając, że z materaca schodzi powietrze. I tak przejeżdżamy przez Oye, Vang i na 3 z kolei miejscu postojowym zatrzymujemy się – jest osłonięte trochę od drogi. W nocy była akcja dopompowywanie materaca.... Bergen

24 lipiec 2009

To ostatni dzień na Półwyspie Skandynawskim.... Jedziemy w stronę Svinesund oglądając widoki – góry wręcz sikają wodospadami – tyle było ostatnio tutaj deszczu. Krótki spacer po Sarpsborg, potem ostanie centrum turystyczne w Norwegii – pilotowi kubeczka się zachciało i to jakiego z łosiową Kamasutrą ....hehehe, przejazd nowym płatnym mostem i jesteśmy w Szwecji – kierunek Malmo, gdzie docieramy wieczorem. Decydujemy się na przejazd mostem, ale najpierw staramy się dojechać w takie miejsce, żeby móc nocne zdjęcia porobić. Niestety wieje tak silnie, że aparat na statywie drga. Przejeżdżamy przez most i szukamy miejsca do spania – decydujemy się przespać w samochodzie na parkingu przy stacji benzynowej. most

25 lipiec 2009

Poranek, wysiadam i zaczynam grzebać w bagażniku – może śniadanko zrobimy tutaj.... Nagle podchodzi kobieta cygańskiej urody i zaczyna do mnie w słowiańskim języku – „Pani kupi złoto, 50 euro, prawdziwe, piękny łańcuszek, na benzynę zabrakło, Pani kupi, 30 euro....” Nie mając okularów na nosie i tak mało co widzę z tego złota... Pani kontynuuje mimo informacji, że nic nie kupię – „Pani kupi, mąż nie musi wiedzieć... a może mąż kupi... Usłyszawszy, że to koleżanka i też nie kupi jest ciąg dalszy – „Pani kupi – 20 euro, dobre złoto, Pani kupi, koleżanka kupi....” Koleżanka śpi i nie kupi.... Pani odchodzi coś tam marudząc pod nosem.

Legoland Szybko ustawiam wszystko, żeby móc prowadzić, zakładam okulary i jedziemy szukać innego miejsca na śniadanko. Jakże odmienny poranek od poranków na Półwyspie Skandynawskim.....

Być w Danii i nie dotrzeć do Legolandu – no nie możliwe, w końcu to tylko 40 km w bok od trasy.... Legoland przez płot prezentuje się całkiem całkiem. Pogoda jednak nie zachęca – na zmianę deszcz i słońce. Szukamy jakiegoś sklepiku, żeby cos kupić z serii lego i duplo. I pierwszy zonk – mało kto mówi po angielsku w tych kasach. Sklep podobno „next entrance” – to szukamy go, przemoczone wracamy w końcu do samochodu – objedziemy teren i jeżeli nie znajdziemy, to wyjeżdżamy stąd. Legoland Przyzwyczajone do możliwości płacenia wszędzie i za wszystko kartą (nawet na targu rybnym....) zmierzamy w kierunku wyjazdu z parkingu. Nic z tego.... Pilot zabiera karty i goni po bilet parkingowy, który gdzieś tam można kupić. Okazuje się, że tylko i wyłącznie za gotówkę..... Do bankomatu kolejka....

W końcu jednak udało się dostać do sklepu, który jest na terenie Legolandu. Jedyna możliwość, żeby tam wejść, coś kupić i nie płacić biletu wstępu, to pobranie wejściówki na 30 minut w informacji (trzeba zostawić jakiś zastaw i swój adres domowy – z desperacji my zostawiłyśmy cyfrówki). Sklep załatwiamy w 7 minut, a w pozostałe 20 zwiedzamy miniaturowe miasteczko – Pilot pilnuje czasu, podaje klisze, a ja obejrzę Legoland na zdjęciach w domu....

Pozostaje teraz tylko dojechać do Frankfurtu nad Odrą, gdzie czekają na nas znajomi wraz z kolacja, łóżeczkiem, prysznicem z ciepłą wodą  Hamburg Po drodze jest Hamburg z olbrzymim korkiem – remont tunelu. Decydujemy się na wjazd do miasta – gdzieś znajdziemy ten kierunek na Berlin, a przy okazji stację benzynowa i sklep. Jedną z części Hamburga zwiedziłyśmy dosyć dokładnie jeżdżąc w kółko – kierunkowskaz na Berlin pojawiał się z zasady za późno dla nas – kiedy skręt w prawo, to my na skrajnym lewym, kiedy w lewo, to my na skrajnym prawym....

26 lipiec 2009

Rano, żeby tradycji zwiedzania z samochodu stało się zadość objeżdżamy Plac dookoła, przy okazji trafiając na autostopowicza pokazującego nóżkę, żeby załapać się do samochodu... Czyżby znajomy chciał na wycieczkę do Polski i bał się zapytać przy swojej drugiej połowie??? „Najdłuższy” etap przed nami – dotarcie do domu. Po drodze McDonalds w Swarzędzu – obiecałyśmy sobie go 1 dnia wyjazdu. No i wydało się, jaki był cel wyjazdu – dotrzeć do McDonaldsa w Swarzędzu, tylko drogę obrałyśmy długą  Frankfurt Frankfurt Frankfurt

Most na Odrze i most na autostradzie w Polsce już....

Frankfurt Polska

Podsumowanie

W czasie całej podróży zrobiłyśmy 9.600 km, czyli średnio 600 km dziennie – dla nie wtajemniczonych na północy ten dzień trwał 24h!!!. Plan zakładał 8.000, czyli takie przekroczenie 20 % .... Almerka przygotowana została rewelacyjnie do podróży – poza koniecznością wymiany jednej żarówki (nauczone przy poprzedniej wyprawie do Norwegii) – podziwiała widoki razem z nami, a wręcz mruczała i nas poganiała – jeszcze tu, jeszcze tam..... Wielkie podziękowania za tak dobre sprawdzenie i przygotowanie almi almi wiewi

Wyjazd miał za cel:

- zobaczenie Nordkappu – dotarłyśmy, co prawda pogoda nie rozpieszczała, ale zawsze mogło być gorzej

- zobaczenia reniferków – widziałyśmy całe stada

- zobaczenie łosia – jednej nocy trafiło nam się w sumie 5 sztuk

- podejście do lodowca – to w trakcie kolejnej wyprawy w ........

A & A

Norwegia Norwegia Norwegia Norwegia Norwegia Norwegia

Copyright © 2007 - 2010 Joanna Mieloch - Wiewiórek